czwartek, 17 grudnia 2015

Gliniana tolerancja!

     Jesteście tolerancyjni? Akceptujecie inny kolor skóry, ubiór, kształt nosa czy wzrost? A może jesteście fanami S-F i wypatrujecie obcych cywilizacji (dziś w nocy premiera nowych Gwiezdnych)? Czy jednak wyobrażacie sobie konieczność zaakceptowania innej rasy, nie, nie ludzkiej, innej. Robali, Prosiaczków czy czego innego? Pewnie nie potraficie (albo Wam się wydaje, że tak, ale to tylko wydaje). Nawet w Ankh -  Morpork tego nie potrafią.
     Etniczne bitki między ludźmi, krasnoludami, trollami i nieumarłymi, są w mieście na porządku dziennym. Nikt w zasadzie nie potrafi zaakceptować innych. Przeciwstawia się temu oczywiście, prostolinijny, ale życiowo najmądrzejszy, Kapitan Marchewa. Nie to jest jednak tematem. W Ankh-Morpork znowu ktoś zginął. Wiekowy Kapłan i piekarz, krasnoludzki, właściciel muzeum "Krasnoludzkiego Chleba Bojowego". Na miejscu zbrodni pozostawiono ślady gliny. Dość nietypowej. 
      Na domiar złego, ktoś truje Najważniejszą Osobę w Mieście czy Vetinariego. Komendant Vimes dostaje trudny orzech do zgryzienia. Żeby nie było mu łatwiej, golemy, bezwolne maszyny poruszane siłą słów w głowie, zaczynają zachowywać się dziwnie. Znikają, niszczą się w niezrozumiałych aktach wandalizmu.
      To nie koniec. Ty razem to sierżant Colon ma odejść na emeryturę i zostać spokojnym rolnikiem na wsi. Noby Nobs dowiaduje się zaś, że jest potomkiem, w prostej linii, od Lorda założyciela miasta. 
     Mieszanka jest wybuchowa i tylko czekać, aż pojawi się ktoś, kto przyłoży do tego wszystkiego zapałkę. 
     Polittyka, zdrada, spiski, porządka detektywistyczna robota, fabuła godna najlepszego odcinka powieści o Sherlocku Holmsie. Z tą różnicą, że tutaj mamy jeszcze czynnik wrogości rasowej, braku akceptacji i poszanowania prawa. I znów rasa to nie wszystko. Czy bowiem przedmiot może BYĆ? Czy przedmiot ma uczucia? Co jeśli przedmiot moża "uczłowieczyć"? Co jeśli przedmioty zaczną "uczłowieczać" się same?
      Mistrz, tak będę nazywał go mistrzem juz zawsze, Pratchett zawarł w tej książce wszystkie bolączki dzisiejszego świata, a nawet je pogłębił. Nie mamy tu bowiem "tylko" odmiennych kolorów skóry, mamy tu różne postaci, zupełnie nie przystające do siebie, o odmiennych celach, sposobie wyrażania siebie, przeszłości i rasowym ukierunkowaniu. Mamy też dziwaczny romans, przegląd przez miejską szachtę i oczywiście niezawodnych przywódców Gildii.
     Co można udowodnić Wampirowi? Kto stworzył Vimesa i po co? O czym marzą Golemy? I czy Wilkołak może być z człowiekiem, który myśli, że jest Krasnoludem? A wszystko z, nie do końca udaną, zbrodnią w tle i zagadką wykonaną z gliny.
      Gotowi na kolejną szaloną przygodę w Ankh-Morpork? Pewnie, że TAK! Odrzućcie więc uprzedzenia i w drogę!!


Terry Pratchett "Na glinianych nogach"
Prószyński i S-ka 2015

1 komentarz:

  1. Widzę, że zabraliśmy się za to samo ;) Absolutnie uwielbiam cykl o Straży. I mam wrażenie, że w każdym kolejnym pan Pratchett wzbija się coraz wyżej. A najbardziej cudowne jest to, że mimo tak rozbudowanego uniwersum, nigdy niczego nie odwołuje - wszystko jest spójne, wszystko wybudowane na stabilnych podstawach poprzednich części. W tej chwili czytam "Prawdę" :)

    OdpowiedzUsuń